wtorek, 25 czerwca 2013

Adele. Dziewczyna, która rozkochała w sobie świat


Autor: Chas Newkey-Burden
Tytuł: Adele. Dziewczyna, która rozkochała w sobie świat
Tytuł oryginału: Adele. The Biography
Wydawnictwo: Pascal
Ilość stron: 221



Adele ma niesamowity głos. Gdy słucham jej piosenek, lekko unoszę się nad ziemią, a na moich plecach odbywa się istny wyścig ciarek. Jest bardzo utalentowaną wokalistką, odbiegającą wyglądem od dzisiejszych standardów (i dobrze!). Wiedziałam o tym przed sięgnięciem po jej biografię. A po przeczytaniu… Cóż, wiem niewiele więcej.

 
Owszem, z książki dowiadujmy się kilku rzeczy o jej dzieciństwie, mamy podane informacje o jej szkole, a później o stopniowym wspinaniu się po śliskiej drabinie sukcesu. Jednak sam obraz Adele według mnie jest przedstawiony w dość minimalistyczny, ubogi sposób.
Ponadto za dużo tu niepotrzebnie rozbudowanych wątków o innych osobach, bez których czytelnik na pewno mógłby się obejść.
Jest to pierwsza biografia, po jaką sięgnęłam, więc nie mam żadnego porównania – kieruję się tylko odczuciami. Mimo to uważam, że życie Adele mogłaby zostać opisane w bogatszy, bardziej interesujący sposób.

 
Warto sięgnąć po tę biografię, chociażby dla poczucia humoru Adele, ironicznych tekstów artystki i poznania jej gustu muzycznego, który kształtował się przez wiele lat. Po przeczytaniu czuć jednak niedosyt. Te 220 stron można by spokojnie skrócić do 120 i dopisać coś zupełnie innego niż to, co zawierają.
Źródło okładki

niedziela, 16 czerwca 2013

Jodi Picoult Bez mojej zgody

Bez mojej zgody - Jodi Picoult
Autor: Jodi Picoult
Tytuł: Bez mojej zgody
Tytuł oryginału: My sister's keeper
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: wydanie kieszonkowe - 464

Jodi Picoult ma coraz większą rzeszę fanów i trudno się temu dziwić, gdy zagłębi się w którąś z jej powieści. Autorka pisze poruszające, życiowe historie, które często mają słodko-gorzkie zakończenia. Jest jedną z moich ulubionych pisarek i postawiłam sobie za cel przeczytanie chociaż połowy jej dzieł. Przedstawiłam Wam już „Kruchą jak lód”, a dzisiaj przyszedł czas na „Bez mojej zgody”.




 


Chyba nikt nie lubi podporządkowywać się czyjejś woli. Chcemy sami o sobie decydować, samodzielnie podejmować decyzje. Anna nie jest w tej kwestii wyjątkiem, jednak nikt nie zastanawia się, czy zgadza się na liczne zabiegi – musi zrobić wszystko, by utrzymać przy życiu swoją siostrę Kate.

Białaczka… To brzmi jak wyrok i rzeczywiście nim jest. Kate jest skazana na ciągłe cierpienie i nagłe wizyty w szpitalu. Nie panuje nad własnym ciałem, nie wie, czy w danej chwili nie będzie musiała stoczyć kolejnej walki o życie. I choć to ona ma raka, Anna spędza w szpitalu tyle samo czasu co jej starsza siostra, bynajmniej nie jako osoba odwiedzająca.
 
 

Anna została poczęta w sztuczny sposób, aby od razu po przyjściu na świat mogła pomóc śmiertelnie chorej Kate. Odkąd sięga pamięcią, oddawała krew i przechodziła mnóstwo operacji. Mogłoby się wydawać, że naturalną rzeczą jest niesienie pomocy bliskiej osobie i Anna powinna robić to bez mrugnięcia okiem. Jednak gdy rodzice wciąż nie pytają jej o zgodę a operacje stają się coraz poważniejsze i mogą zagrażać zdrowiu dziewczyny, Anna decyduje się na krok, który na zawsze może podzielić jej rodzinę i zabić siostrę. Ale czy tylko strach i chęć decydowania o własnym ciele i życiu kierują Anną?
 
 
 

Jodi Picoult potrafi przedstawić ludzkie tragedie w wyjątkowy sposób – pozwala zobaczyć nam, jak różne sytuacje wyglądają „od środka”, jak wiele czynników składa się na choćby najprostsze zachowania, wybory. Skupia się na każdej postaci z osobna, zagłębia się w ich psychikę i uczucia, ale najważniejsze jest to, że zawsze zostawia nam nadzieję i między linijkami upycha wartościowe przekazy odnośnie życia. Ubóstwiam ją, wielbię i gdybym tylko miała taką możliwość, osobiście podziękowałabym jej za pisanie tak wspaniałych książek, które tyle wnoszą do mojego małego literackiego ja.

Nieoczekiwane zdarzenia, fale emocji i szokujące zakończenie. Autorka po raz kolejny doprowadziła mnie do łez i uderzyła w najczulsze struny.

Poruszająca historia o trudnych wyborach, śmiertelnej chorobie, matczynej miłości, duchowej przemianie, życiu, śmierci…

 
Oglądałam również film, jednak jak zwykle o wiele bardziej podobała mi się książka. Film nie jest zły - nie można odmówić mu pięknych scen i klimatu, jednak powieść jest o niebo lepsza. No i w ekranizacji jest inne zakończenie, co do którego wciąż mam mieszane uczucia. Ale warto go obejrzeć, choćby ze względu na kilka świetnych scen.
 
 
 
A na koniec piękna piosenka, którą możemy usłyszeć w filmie. Uwielbiam ją ♥

 
 
 
 

 


piątek, 7 czerwca 2013

Czerwiec, czerwiec

Czerwiec w kwestii książkowej jest już praktycznie zaplanowany - zacieram ręce na myśl o przyjemnym dla oka stosiku, który utworzy się na mojej półce.
Ostatnio wypożyczyłam w bibliotece 3 książki :

 

„Dziękuję za wspomnienia” znajdowało się na mojej liście Muszę przeczytać, a dwie kolejne książki wzięłam spontanicznie. Tę o Adele ze względu na to, że uwielbiam głos piosenkarki, a „Pionowe formy wycieszenia" dlatego, że wydała mi się intrygująca.
 
Oprócz tych pozycji zarezerwowałam w bibliotece 3 powieści, które także koniecznie muszę przeczytać: Pewnego dnia Emily Giffin, Jedna chwila Sarah Rayner oraz Wzgórze Dzikich Kwiatów Kimberley Freeman. Już nie mogę się doczekać, aż będą dostępne. ♥
Czytaliście którąś z tych książek? Polecacie coś, a może odradzacie?
 
Chcę się Wam jeszcze czymś pochwalić. :) Otóż niedawno Hibou organizowała na swoim blogu konkurs i... wygrałam! Nagrodą była książka Richarda Paula Evansa Obiecaj mi, którą bardzo chcę przeczytać.
 
 
Jak tylko skończę wymienione wyżej powieści, zabiorę się za tę. Mam nadzieję, że nie zawiedzie moich oczekiwań.
 
Aktualnie kończę Czarownice z Sallem Falls Jodi Picoult. W przyszłym tygodniu wstawię recenzję Bez mojej zgody, w tym niestety nie miałam czasu na jej napisanie.
 
Ściskam, P.
 

sobota, 1 czerwca 2013

Podsumowanie maja

Maj, słoneczny i pochmurny zarazem, przynióśł na moją półkę 4 świetne książki. Nie potrafię wybrać tej, która zrobiła na mnie największe wrażenie, za to na ostatnim miejscu umieściłabym A jeśli ciernie - choć książka mi się podobała, nie ma w sobie „tego czegoś”, co można było znaleźć w Kwiatach na poddaszu.




Ocal mnie od złego - Alloma GilbertNikt nie widział, nikt nie słyszał… - Małgorzata Warda
Requiem - Lauren OliverA jeśli ciernie - Virginia Cleo Andrews
 
 
1. Alloma Gilbert - Ocal mnie od złego
2. Małgorzata Warda - Nikt nie widział, nikt nie słyszał
3. Lauren Oliver - Requiem
4. Virginia Cleo Andrews - A jeśli ciernie
 
 
W następnym poście umieszczę recenzję Bez mojej zgody, którą powinnam dodać już dawno temu, a później zabiorę się za kolejne trzy książki, które koniecznie muszę Wam przedstawić.
 
 
Trzymajcie się cieplutko w te deszczowe dni!
No i życzę Wam wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziecka!
 


czwartek, 30 maja 2013

Marcin Piędel „Rozmazany makijaż”

Rozmazany makijaż - Marcin Piędel
Autor: Marcin Piędel
Tytuł: Rozmazany makijaż
Wydawnictwo: MARTINI PUBLISHER
Ilość stron: 61

„Rozmazany makijaż” to opowiadanie o nastolatce, która ma problemy typowe dla swojego wieku – nie dogaduje się z rodzicami, ma irytujące rodzeństwo, gubi się w „dorosłym” świecie, do którego wkracza. Do tego dochodzi zadurzenie w nauczycielu i incydent na imprezie, o którym niełatwo zapomnieć.

 
Główna bohaterka… Cóż, nijaka, na dodatek przedstawiona w dość stereotypowy sposób – naiwna nastolatka, której serduszko przyśpiesza na widok przystojniaka, o którym pisze pełne miłości wiersze. Może Amelia miała być odebrana jako romantyczna dusza, która przelewa swoje emocje w poezję, jednak w moim odczuciu wcale tak nie było.

Wydarzenia są przewidywalne, zakończenie również, jednak była jedna rzecz, która mnie zaskoczyła (szkoda, że tylko jedna).  Język jest prosty, opowiadanie czyta się szybko. Znalazło się trochę rażących błędów, ale nie było ich bardzo dużo (dodam, że autor sam przeprowadził korektę).

Coś, co bardzo mi się nie podobało – opisy korzystania z toalety przez bohaterkę. Przepraszam, ale w takich sytuacjach wdawanie się w szczegóły zniesmacza.

 
Opowiadanie na swój sposób pokazuje te trudniejsze strony dojrzewania – popełnianie błędów, kłopoty z emocjami i uczuciami, zagubienie.

Podsumowując – tekst nie przypadł mi do gustu. Nic nie przykuło mojej uwagi, po przeczytaniu ostatniej strony nie czułam żadnych większych emocji, które zazwyczaj towarzyszą mi po zakończeniu intrygującego utworu. Jednak to moje subiektywne odczucie i może komuś innemu twórczość młodego pisarza bardzo się spodoba.

 

Moja ocena: 3+/10


Za e-book'a dziękuję autorowi.
 

sobota, 18 maja 2013

Lisa Genova „Motyl”


Motyl - Lisa Genova
Autor: Lisa Genova
Tytuł: Motyl
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Ilość stron: 350
Gdy wzięłam tę książkę do ręki, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Czułam to całą sobą. Jednak gdy przeczytałam opis, pomyślałam: „Kurczę, starsza kobieta, Alzheimer – to chyba nie dla mnie”. Pół roku temu (wtedy wypożyczyłam „Motyla”) byłam jeszcze na etapie paranormal romance, rzadko czytałam coś innego. Mimo to nie mogłam odłożyć tej powieści na półkę, czułam się jak przywiązana. I choć często nie słucham intuicji, spycham ją gdzieś daleko, daleko, tym razem dałam jej dojść do głosu i okazało się, że było warto.
 









 
Alice to kobieta spełniona życiowo – ma satysfakcjonującą pracę, męża, który również wspina się po szczeblach kariery, rozwijające pasje dzieci. Czuje, że robi to, co uwielbia, a wiedza, którą posiada i wciąż rozwija, jest dla niej najważniejszym dobytkiem. Jej życie jest prawie że idealne, jednak Alice, jak każdy człowiek, ma również drobne problemy – chociażby brak wspólnego języka z córką, która zamiast jakiegoś „dobrego” zawodu wybrała aktorstwo.
Wkrótce jednak Alice będzie musiała przewartościować swój świat, bo zacznie tracić to, co tak bardzo ceniła – pamięć i wiedzę.

Zapodziane klucze, wiecznie zostawiane w różnych miejscach drobiazgi, chwilowe pustki w głowie – brzmi znajomo, prawda? Nie przejmujemy się tym, bo w końcu każdemu zdarza się o czymś zapomnieć, coś gdzieś zostawić i za nic nie móc sobie przypomnieć, gdzie. Z Alice było tak samo – zgubiona ładowarka (która, oczywiście, w końcu się odnalazła), zostawienie portfela w restauracji, ulatujące z myśli słowo. Owszem, kobieta jest nieco zaniepokojona, bo takie rzeczy nigdy jej się nie zdarzały, jej umysł zawsze działał bez zarzutu. Zrzuca jednak winę na przemęczenie spowodowane nawałem pracy, bierze również pod uwagę początki menopauzy.
Jednak stracenia orientacji i zupełnej dziury w pamięci na ulicy, którą zna się jak własną kieszeń, nie da się już tak łatwo wytłumaczyć. Alice udaje się do lekarza i po wielu badaniach otrzymuje diagnozę, która zupełnie zmieni jej życie – ma Alzheimera o wczesnym początku.

W tym momencie warto zwrócić uwagę na ogromną wiedzę, którą posiada autorka. W szczegółowy, obrazowy sposób (aczkolwiek tak, żeby czytelnik łatwo mógł zrozumieć treść), Lisa Genowa przedstawia chorobę Alzheimera. Używa profesjonalnych nazw i pojęć, jednak robi to z ogromnym wyczuciem, tak, by zwykły zjadacz chleba nie czuł się jak podczas czytania encyklopedii medycznej. Autorka umiejętnie przeplata opisy i dialogi z relacją przebiegu choroby.  











Powieść pokazuje, jak wielkim ciężarem jest choroba. Ciężarem nie tylko dla osoby chorej, ale również dla rodziny, znajomych, którzy nie wiedzą, jak mają się zachować – co powiedzieć, zrobić, myśleć o zaistniałej sytuacji.
Widzimy tu rozpacz, czarną płachtę, która okryła rodzinę Alice. Jednak możemy tu również dostrzec ogrom nadziei, pokłady wytrwałości i bezgranicznej miłości.
Razem z główną bohaterką i jej bliskimi przechodzimy przez wszystkie etapy choroby,  śledząc niszczycielską siłę odbierającą wszystko, co dla człowieka najważniejsze.

Skąd wziął się tytuł książki? Otóż Alice, będąc jeszcze w początkowym stadium choroby, tworzy dokument, w którym umieszcza kilka podstawowych pytań odnośnie jej życia, na które powinna znać odpowiedź. Pod spodem dodaje krótką notatkę, która, w razie problemów z powyższymi pytaniami, ma ją skierować do następnego dokumentu o nazwie „Motyl”, w którym znajdzie dalsze instrukcje.
Co takiego kryje w sobie „Motyl”? To tajemnica, której Wam nie wyjawię. Mogę jednak zapewnić, że na chwilę wstrzymacie oddech.
Ciężko jest porównać chorobę Alzheimera do czegokolwiek – to coś tak niewyobrażalnego, że znalezienie odpowiednich słów jest niemal niemożliwe. Jeśli jednak miałabym ją do czegoś porównać – byłby to ogień.
Początkowo ogień może wydawać się niegroźny – mały płomyk świeczki czy dające ciepło ognisko. Kiedy jednak straci się nad nim kontrolę, rozprzestrzeni się i zniszczy wszystko, co spotka na swojej drodze, nie zostawiając nic poza popiołem, który też wkrótce zniknie. Tak samo jest z Alzheimerem – sieje spustoszenie w umyśle, pozbawia wspomnień, wiedzy i myśli.

Podczas czytania towarzyszyło mi wiele emocji – radość, gdy bohaterowie odnosili sukcesy i cieszyli się z małych rzeczy; smutek, gdy Alice coraz szybciej staczała się w otchłań demencji; rozgoryczenie, gdy ogarniała mnie świadomość, że wobec bardzo wielu rzeczy człowiek jest kompletnie bezradny, choćby nie wiem jak się starał stawić im czoła.

Tę powieść warto przeczytać nie tylko dlatego, że jest napisana dobrym, przystępnym językiem, wzrusza i pokazuje, jak ciężkie jest życie z Alzheimerem. Zacytuję tu słowa pewnej pisarki, której opinia znajduje się wewnątrz książki: „Powinieneś przeczytać tę książkę zarówno ze względu na siebie, jak i twoją rodzinę. Ona cię uświadomi. Ona cię przerazi. Ona cię zmieni”.
To książka nie tylko o Alzheimerze. To również  opowieść o ogromnej stracie, która jednocześnie wiele daje – otwiera oczy na to, co naprawdę ważne i pokazuje, że miłość potrafi znieść więcej, niż mogłoby się wydawać.

Moja ocena: 10/10

sobota, 4 maja 2013

Podsumowanie kwietnia

O rany, ale zaniedbałam bloga. Niestety, kwiecień był pracowitym miesiącem i nie miałam czasu na pisanie recenzji i innych postów.  Odbiło się to również na przeczytanych książkach, gdyż w tym miesiącu ich liczba to zaledwie 3.


Nostalgia anioła - Alice SeboldPandemonium - Lauren OliverPłatki na wietrze - Virginia Cleo Andrews
 
 
 
 
Alice Sebold - Nostalgia anioła
 
Lauren Oliver - Pandemonium
 
Virginia Cleo Andrews - Płatki na wietrze
 
Pociesza mnie to, że wszystkie książki mi się podobały i długo na nie czekałam. W kwietniu zaczęłam również czytać Mistrza i Małgorzatę i pewnie ta powieść dołączyłaby do dzisiejszego podsumowania gdyby nie to, że nie zabrałam jej ze sobą na wyjazd, bo byłam pewna, że będę miała tak mało wolnego czasu, że ledwo skończę Płatki na wietrze. Okazało się jednak, że się myliłam i spokojnie zdążyłabym przeczytać i tę książkę. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem - jeszcze przyjdzie czas na Bułhakowa.
 
Z racji tego, że będę miała kilka dni wolnego dzięki maturom, dokończę recenzję Motyla, która wymaga jeszcze kilku poprawek i być może zmienię wygląd bloga, bo zbieram się do tego już od jakiegoś czasu.
Zabiorę się też za czytanie pewnego opowiadania i podzielę się z Wami pewną wiadomością, ale o tym niebawem. :)
 
Mam nadzieję, że pogoda się poprawi i już niedługo będę mogła ponownie cieszyć się czytaniem na dworze.
 
Miłego czytania i blogowania, Moliki!