sobota, 5 października 2013

Jandy Nelson „Niebo jest wszędzie”

Niebo jest wszędzie - Jandy Nelson
Autor: Jandy Nelson
Tytuł: Niebo jest wszędzie
Tytuł oryginału: Sky is everywhere
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 368

Ludzi można stracić na różne sposoby – przez kłótnię, gdy poróżnimy się tak bardzo, że nie chcemy się więcej widzieć; przez oddalenie się od siebie, gdy nasze ścieżki zaczynają biec w dwóch zupełnie różnych kierunkach a osoba, którą znaliśmy na wylot, staje się zupełnie innym człowiekiem; a w końcu przez śmierć, która brutalnie wyrywa z naszego świata ukochaną osobę.

 


Chcesz powiedzieć, co ciekawego wydarzyło się dzisiaj w szkole, ale w ostatniej chwili zamykasz usta. Chcesz wyjść spod kołdry i przejść do drugiego łóżka, żeby szeptem wyjawić sekret, ale przypominasz sobie, że zastaniesz tam pustkę. Chcesz się przytulić i poczuć bicie ukochanego serca, ale ono przecież już od dawna stoi w miejscu.

 


Lennie każdego dnia od nowa przeżywa śmierć swojej starszej siostry, Bailey. Nie potrafi myśleć o niej bez bólu, nie jest w stanie wynieść jej rzeczy ze wspólnego pokoju i wyrzucić z głowy myśli o śmierci ani na chwilę. Jednak gdy Toby, chłopak Bailey, coraz częściej przebywa w pobliżu jej domu i wyraża słowami te same emocje i uczucia, które nosi w sobie Lennie, dziewczyna zatapia się w jego oczach i ustach, na moment zlewając ich wspólny ból w jedno i wylewając go poza ciała. Tylko jak później pozbyć się palącego poczucia winy i wyrzutów sumienia, które są jak piętno odciśnięte na duszy?

Dodatkowo sytuacja komplikuje się, gdy do szkoły przychodzi nowy uczeń, Joe – przystojny, radosny i utalentowany muzycznie. Choć początkowo Lennie nie chce się przed nim otworzyć, po jakimś czasie Joe wydobywa z niej muzykę, która została uciszona przez rozpacz, a także porusza serce Lennie, które przecież nie powinno więcej kochać tak, jak kochało siostrę. Jednak czy szczęście i miłość naprawdę nie mogą istnieć obok bólu i tęsknoty za kimś, kogo się utraciło?

 


Mam bardzo mieszane odczucia co do tej książki. Przez pierwsze kilka rozdziałów miałam ochotę ją zamknąć i więcej nie otwierać przez ciągłe „WTF?” i „niewiarykurnagodne” (co za dużo, to i molik nie wytrzyma). Zastanawiałam się, gdzie to ciepło i drgające serce, które rzekomo zapewnia ta powieść. Tak naprawdę odkryłam je dopiero pod koniec i raz łza zakręciła mi się w oku, ale wcześniej (mimo tego, że bohaterka ciągle wyrażała swój smutek) brakowało mi atmosfery, której oczekiwałam. Choć to powieść o stracie najbliższej osoby i ciągłym przeżywaniu żałoby, momenty refleksyjne i poruszające zostały przyćmione przez infantylne zachowania nastolatek.

Uważam, że autorka nie wykorzystała nawet w 80% pola do wykazania się, które tematyka książki mogłaby jej zapewnić. Szala wagi przechyliła się z „poruszająca” na „mam ciągłą ochotę na całowanie i inne igraszki, na dodatek z więcej niż jednym chłopakiem”.

 

Niewątpliwie momentami odnajdziemy w tej powieści momenty piękne i nastrojowe, jednak nie dostałam od tej historii dokładnie tego, co chciałam. Nastrój, który się utworzył, zbyt często zostawał zburzony. Plusem książki są zapiski Lennie (jej przemyślenia, rozmowy z Bailey)  na karteczkach/kubkach/papierkach, które możemy zobaczyć na poszczególnych stronach.

poniedziałek, 30 września 2013

Podsumowanie września

Wrzesień jest jednym z najmniej lubianych przeze mnie miesięcy - trzeba wrócić do szkoły, wyciągnąć z szafy płaszcze i szaliki, zmagać się z jesiennym wiatrem i deszczem. Oczywiście jesień ma też swoje uroki, np. zmieniające kolor liście, na które mogę patrzeć bez końca. Ale że jestem okropnym zmarzluchem i osobą ciepłolubną - ciepłe miesiące najbardziej mi odpowiadają i nic tego nie zmieni ;).



We wrześniu udało mi się przeczytać tylko 3 książki (pierwsze dwa tygodnie zajęło mi czytanie Anny Kareniny, której niestety nie udało mi się skończyć, gdyż termin w bibliotece był nieustępliwy, ale wrócę do tej powieści, gdy tylko będę miała dłuższą przerwę od nauki [a więc pewnie dopiero w wakacje...]).

Niebo jest wszędzie - Jandy Nelsonhttp://s.lubimyczytac.pl/upload/books/148000/148784/352x500.jpgKordian - Juliusz Słowacki
 
Jandy Nelson Niebo jest wszędzie
Lisa Scottoline Spójrz mi w oczy
Juliusz Słowacki Kordian
 
 
 
Spójrz mi w oczy to naprawdę niesamowita powieść. Nie mogłam się od niej oderwać. Z kolei Kordian był męczarnią, chyba najcięższa lektura, jaką do tej pory przeczytałam. Co do Niebo jest wszędzie - mam mieszane uczucia, którymi podzielę się z Wami wkrótce w recenzji.
 
 
Trzymajcie się ciepło! 

piątek, 20 września 2013

Co mi w duszy gra...

Dobry wieczór, moliki!

Oj, czuć jesień, czuć. Robi się coraz chłodniej i chodzę opatulona szalikiem jak Eskimos, ale mimo wszelkich starań zachowania zdrowia rozchorowałam się i dopiero teraz wracam do siebie. Wypiłam hektolitry domowego soku malinowego i nie wiem, jak przeżyję bez niego zimę, bo powoli kończą się zapasy! A sklepowy to już nie to samo ;)

Kto nie lubi wypić czegoś ciepłego na rozgrzanie? Zwłaszcza podczas lektury!



 


Dzisiaj mam dla Was kilka kolejnych piosenek. Ed Sheeran - usłyszałam jedną piosenkę i się zakochałam. Mogę słuchać jego utworów w nieskończoność. Porusza wszystkie wrażliwe struny mojej duszy. Zapraszam do podróży w głąb serca.


Give me love     

 
 
The A team
 
Small Bump
 
 
 
Lego house
 
Drunk


Z braku czasu lub siły nie napisałam jeszcze recenzji "Niebo jest wszędzie", ale mam nadzieje, że niedługo wszystko będzie gotowe. W szkole zaczęła się prawdziwa robota i całymi dniami siedzę nad zeszytami, a jakby tego było mało ciągle mam problemy ze snem. Także czuję się jak jakiś malutki robocik, któremu odcięto zasilanie.

Trzymajcie się ciepło i dzielnie walczcie z zarazkami!

sobota, 7 września 2013

John Green „Papierowe miasta”

Papierowe miasta - John Green
Autor: John Green
Tytuł: Papierowe miasta
Tytuł oryginału: Paper Towns
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ilość stron: 400

 
 
Quentin (dla przyjaciół Q) to sympatyczny, inteligentny nastolatek, od lat zakochany w swojej fascynującej sąsiadce, Margo. Traci nadzieję na to, że dziewczyna zwróci na niego uwagę, gdy nagle pewnej nocy, zakamuflowana niczym ninja, zjawia się w jego pokoju i wciąga go w swój plan zemsty, który odmieni Q i wywróci kilka najbliższych dni do góry nogami. Marzenia o wielkiej miłości będą jednak musiały poradzić sobie z trudną przeszkodą – Margo znika następnego ranka i nikt nie ma pojęcia, gdzie się podziała. Wygląda jednak na to, że zostawiła Quentinowi wskazówki, które mają go do niej doprowadzić. Czy jednak tropy, którymi podąża wraz z przyjaciółmi, naprawdę są sprawka Margo, czy to los chce, by Q odnalazł dziewczynę, która od zawsze zaprzątała jego myśli?

Już dawno nie śmiałam się podczas czytania książki. Naprawdę. A czytając „Papierowe miasta”… Co chwilę miałam uśmiech na ustach albo chichotałam pod nosem. Dialogi bohaterów są naprawdę dobrze poprowadzone, nie brakuje solidnej dawki humoru, która łagodzi melancholijność powieści i ponure wydarzenia. John Green nie popadł ze skrajności w skrajność – nie było ani cukierkowo, ani kompletnie dramatycznie. Autor ma lekkie pióro, kartki mkną jedna po drugiej. Nie mamy tu do czynienia z banalnym, prostym językiem, choć oczywiście zdarza się, że bohaterowie wypowiadają się w sposób młodzieżowy i nieskomplikowany, ale nie jest to infantylne i pisarz raczy nas też bardziej wyszukanymi zwrotami.

Pomysł sam w sobie nie jest zły, jednak nie do końca przekonuje mnie mroczna, tajemnicza nastolatka, za którą czwórka ludzi mknie na łeb na szyję, tak naprawdę poruszając się po omacku. Choć odkrywanie tajemnic często nie przychodziło Q łatwo, przez całą akcję poszukiwawczą miałam wrażenie, że jednak to wszystko nie gra tak czysto, jak powinno. Mimo wszystko powieść dostarcza pozytywnych emocji, zmusza do chwili zastanowienia i pozytywnie zaskakuje stylem. Choć nie wywarła na mnie ogromnego wrażenia, na pewno przeczytam inne książki pana Greena z nadzieją na to, że okażą się jeszcze lepsze niż „Papierowe miasta”.
 
Ocena: 7,5/10

 

 

poniedziałek, 2 września 2013

Podsumowanie sierpnia

Sierpień upłynął mi stanowczo zbyt szybko, za to przyniósł kilka dobrych powieści.

W tym miesiącu przeczytałam 4 książki:

Błędne siostry - Renata L. GórskaOcal mnie - Lisa ScottolinePapierowe miasta - John GreenNie odchodź, Julio - Ewa Barańska

1. Renata L. Górska Błędne siostry (przeczytanie tej książki zajęło mi najwięcej czasu i momentami było bardzo nużąco)
2. Lisa



W sierpniu zaczęłam również czytać Annę Kareninę. Póki co przeczytałam zaledwie 145 stron (na 909, zapisanych drobnym drukiem). Momentami jest mi ciężko przebrnąć przez niektóre fragmenty, ale mam nadzieję, że powieść mi się spodoba.

Wiem, że recenzje pojawiają się rzadko i nie będę się usprawiedliwiać brakiem czasu, bo ostatnio miałam go sporo. Jest to spowodowane moim brakiem systematyczności (zwłaszcza jeśli chodzi o coś, co robię szczególnie dla siebie samej), którą muszę w sobie wypracować i blog powoli mnie do tego motywuje. Teraz jednak zaczął się rok szkolny i naprawdę będę miała minimum wolnych chwil na czytanie i pisanie opinii, ale mam nadzieję, że będę się one pojawiać w niedużych odstępach czasowych.

Życzę Wam wytrwałości w nauce i pracy, a także optymizmu i uśmiechu, które wielokrotnie potrafią rozjaśnić nawet najbardziej pochmurny dzień. :)

piątek, 30 sierpnia 2013

Ewa Barańska „Nie odchodź, Julio”

Nie odchodź, Julio - Ewa Barańska
Autor: Ewa Barańska
Tytuł: Nie odchodź, Julio
Wydawnictwo: TELBIT
Ilość stron: 254


Choć Julia jest ambitna, inteligentna i wrażliwa, a jej uroda odbiega od wyglądu reszty dziewczyn, nie ma zbyt wielu znajomych ani chłopaka, któremu mogłaby oddać swoje serce. Tkwi w cieniu popularnej siostry, a jej ulubionym zajęciem jest czytanie książek, dzięki którym poszerza wiedzę z interesujących ją dziedzin.
W jej życie równocześnie wkrada się miłość i choroba. Choroba, która kładzie się cieniem na przyszłość. Miłość, która nie spocznie, dopóki nie uratuje swojej drugiej połówki.

W bohaterach tej powieści następuje dużo przemian. Widzimy, jak Wiktor zrzuca klapki z oczu i dostrzega, co naprawdę liczy się w drugiej osobie; do Julii dociera, że ona także może być szczęśliwa; Kalina w inny sposób zaczyna postrzegać swoją siostrę. Ewa Barańska pokazuje nam, jak zmienia się rzeczywistość ludzi zakochanych, zranionych, chorych. Jak jedna chwila, jedno słowo może nas przybliżyć do drugiej osoby, ale i od niej oddalić.

Pod koniec książki odbywa się istny wyścig z czasem – wyścig o wspólne chwile, wspaniałe wspomnienia, przyszłość, życie. Możemy zobaczyć jak wiele zmienia miłość, ile determinacji kryje się w osobie, która walczy o dobro kogoś, kogo kocha.
Choć zdarzają się momenty lekkie i przyjemne, przez większość czasu obserwujemy zmagania z samotnością, chorobą, widmem śmierci, ale również dowody wielkiej miłości głównych bohaterów.

Zakończenie być może niektórym przypadnie do gustu, mi się jednak nie podoba. Lubię, gdy autor zostawia czytelnikowi odrobinę miejsca dla wyobraźni i dopisania kawałka własnego zakończenia, ale w tym wypadku zostałam praktycznie z zerowym punktem zaczepienia. Pani Barańska dała nam zupełnie wolną rękę. Nie chcę za dużo wypowiadać się w tym temacie, żeby nie zburzyć Wam elementu zaskoczenia, jeśli będziecie chcieli sięgnąć po tę powieść, ale mimo wszystko uważam, że to autor powinien zakończyć książkę, kierując ją na konkretny tor, a my powinniśmy jedynie nim podążyć i ewentualnie w swoim wyobrażeniu dodać mu rozwidleń.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Co mi w duszy gra...

Miały być recenzje, a tu cicho sza. Byłam na wyjeździe i nie miałam głowy do pisania, za to przeczytałam dwie powieści i już powoli szykuję opinie. Póki co mam dla Was kolejne "Co mi w duszy gra". Ostatnio był zespół Imagine Dragons, a dzisiaj kilka melancholijnych, wolniejszych piosenek.


Krewella Alive
 
Damien Rice 9 crimes
 
 
Nina Nesbitt Make me fall
 
 
Gabrielle Aplin Please don't say you love me
 

Cassadee Pope Wasting All These Tears

 
Oj, rozpędziłam się. Wrzuciłabym tego o wiele więcej, ale co za dużo to niezdrowo, a i następnym razem pokażę Wam również kilka wywołujących łezkę piosenek jednego z moich ulubionych wykonawców.