| Autor: J.A.Redmerski Tytuł: Na krawędzi nigdy Tytuł oryginału: The Edge of Never Rok wydania: 2014 Wydawnictwo: Filia
Czujecie czasem potrzebę wyrwania się z miejsca, w którym
się znajdujecie? Zostawienia za sobą tego, co stałe i znane, a podążania do
tego, co może pomóc w znalezieniu odpowiedzi? Właśnie to robi Camryn – wsiada
do autobusu i jedzie w nieznane, mając ze sobą jedynie plecak, mnóstwo
niespokojnych myśli w głowie i rozdarte serce.
I co dzieje się w drodze? Camryn poznaje Andrew. A wtedy
wędrówka, która miała być podróżą w głąb siebie, staje się też wyprawą do serca
drugiej osoby, namiętności i zachwytu nad tym, co tu i teraz.
Nie wiem, dlaczego nie zachwycam się tą książką aż tak jak
inni. Bohaterowie? Camryn była odważna, nosiła na barkach ciężar, pod którym
niejedna osoba by się ugięła. Ale jednak było w niej coś, co momentami mnie
irytowało i wydawało się mdłe.
Andrew… Ah, kolejny z listy nieziemskich przystojniaków, na
którego widok wszystkie kobiety – młode, starsze, te grzeczne i te nieco mniej
– mają ochotę zrzucić majtki. Znacie to, prawda? Był jednak postacią barwną,
troskliwą, dynamiczną i utalentowaną.
„Na krawędzi nigdy” jest powieścią drogi. Nie tylko dlatego,
że bohaterowie podróżują, odwiedzają nowe miejsca, a ich stopy lądują w
miejscach, które wcześniej wydawały się poza zasięgiem. Droga Camryn i Andrew jest
wycieczką do duszy, własnych lęków, niepewności, tajemnic, walki o każdy dzień,
miłości. Są w niej momenty nastrojowe i refleksyjne, pełne uśmiechu i powabu,
smutku, gniewu i łez. Ta książka to podróż przez wyboje życia, które są
poprzetykane piękną, spokojną równiną.
Zakończenie trzymało w napięciu, sprawiło nawet, że na
moment wstrzymałam oddech, by potem… No właśnie, co było potem? Przekonacie się
sami, jeśli zdecydujecie się na wędrówkę dusz, którą zaserwowała czytelnikom
pani Redmerski.
Długo zastanawiałam się, czy sięgnąć po kolejną część, zatytułowaną
„Na krawędzi zawsze”. I choć pierwszy tom nie zrobił na mnie piorunującego
wrażenia, pozostawił mieszane uczucia, chcę zobaczyć, dokąd dotrą Andrew i
Camryn, jak potoczą się ich losy i czy kierunek, który obrali, przyniesie im
wszystkie odpowiedzi, których szukają.
|
wtorek, 19 sierpnia 2014
J.A.Redmerski „Na krawędzi nigdy”
sobota, 9 sierpnia 2014
Co mi w duszy gra
Na blogu już dawno nie było wpisu z tej serii, więc pora nadrobić zaległości. Piękny, gorący (ale nie duszny, cud) dzień i melancholijne piosenki. Czasem nie tylko deszcz zostawia mokre ślady na policzkach.
Loving can hurt
Loving can hurt sometimes
But it’s the only thing
That I know
Loving can hurt sometimes
But it’s the only thing
That I know
And when it gets hard
You know it can get hard sometimes
It is the only thing that makes us feel alive
You know it can get hard sometimes
It is the only thing that makes us feel alive
Loving can heal
Loving can mend your soul
And it's the only thing
That I know
Ed Sheeran Photograph
The Neighbourhood Sweater weather
Ed Sheeran Afire love
SOKO We might be dead by tommorow
Sam Smith Stay with me
Jack Johnson Better together
niedziela, 3 sierpnia 2014
Posumowanie lipca
Lipiec minął zbyt szybko, połowa wakacji przeleciała między palcami jak piasek. To niesprawiedliwe, że przyjemne rzeczy kończą się tak szybko, a te, na które nie mamy ochoty, rozciągają się w nieskończoność. Niby jednostka czasu się nie zmienia, sekundy, minuty i godziny upływają w tym samym tempie, a jednak odczucia towarzyszące temu upływowi chwil są zupełnie inne. W bardzo owocnym pod względem literackim lipcu przeczytałam 10 książek (! Najwięcej od bodajże roku), a wśród nich znalazły się prawdziwe perełki (średnie zapychacze czasu też, ale lepiej patrzeć na pozytywy).
Moją opinię Hopeless możecie przeczytać tutaj. Lepiej nie będę teraz mówić o niej ani słowa, bo skończy się to słowotokiem. ;)
19 razy Katherine, Zanim się pojawiłeś, Zaczekaj na mnie, Na krawędzi nigdy - te powieści zostaną w najbliższym czasie zrecenzowane.
Co do reszty - były to książki niezłe, ale nieszczególnie fascynujące. Najlepsza z nich była Druga szansa, która potrafiła zaplątać myśli i zrobić na nich mnóstwo supełków przez stałe zmiany perspektyw i mroczny nastrój. Kapłanka w bieli wywołała bardzo mieszane
uczucia, bo miała w sobie coś takiego, że chciałam przeczytać ją do końca, mimo że momentami byłam bardzo znużona i nieco nieusatysfakcjonowana zasobem informacji o świecie czy darach.
Mam nadzieję, że sierpień będzie równie książkoholikowy, jednak może w tym nieco przeszkadzać podręcznik do nauki jazdy, któremu powinnam poświęcić najwięcej czasu i uwagi. ;)
A na koniec trochę prywaty. Byłam nad morzem i podzielę się z wami kilkoma zdjęciami z wyjazdu, w tych z zachodami słońca można się zakochać (choć nic nie zastąpi oglądania go z kołysanego falami statku).
(Nie wiem, dlaczego te dwa zdjęcia nie chcą się dodać normalnie, tylko bokiem, wybaczcie tym ich widzimiosiom)
Ani trochę nie dietetyczna (ciiiii), za to pyszna (wypiłam 1/3, zanim zrobiłam zdjęcie...) kawa mrożona, mmm.
I na koniec małe półujawnienie ;) (nie wiem, co ta jakość zrobiła z moimi włosami, możecie wierzyć mi na słowo, że nie wyglądają jak poszarpane, rozpikselowane kawałki włóczki)
Udanej drugiej części wakacji, samych dobrych lektur i uśmiechu na twarzy (nawet, gdy pogoda się psuje, leje jak z cebra i pioruny wywołują palpitacje serca).
Patrycja
piątek, 1 sierpnia 2014
Colleen Hoover „Hopeless”
| Autor: Colleen Hoover Tytuł: Hopeless Wydawnictwo: Otwarte Rok wydania: 2014 Ilość stron: 276 |
Ostatnio jestem coraz bardziej wybredna, jeśli chodzi o
powieści. A jeśli chodzi o powieści z młodymi bohaterami i wątkiem miłosnym,
już w ogóle zaczęłam kręcić nosem. Hopeless było moim drugim podejściem do
nurtu Young Adult. Po początku, który nie był zbyt zachęcający (zachowanie Sky
i Six potrafiło wprawić mnie w niemałe osłupienie i zdegustowanie), moja
poprzeczka wymagań diametralnie spadła. A później… Później okazało się, że
Hopeless nie dość, że ją przeskoczyło, to jeszcze wybiło się wystarczająco
mocno, by dotrzeć do bardzo odległych od ziemi wyżyn – mojej duszy.
Choć Sky pod wieloma względami przypomina swoje
rówieśniczki, kilka rzeczy ją od nich
różni – nie chodzi do szkoły, tylko uczy się w domu; nie ma telewizora,
komputera ani komórki, a co za tym idzie Facebooka, Instagrama ani żadnego
internetowego kontaktu z innymi ludźmi; nigdy nie była zakochana, ani nawet nie
czuła pociągu do żadnego chłopaka. To ten ostatni problem przez długi czas
zaprzątał myśli Sky i jej przyjaciółki. Jednak początkowa „nieczułość” Sky
ulatnia się, gdy spotyka Holdera – chłopaka, który budzi w niej nieznane dotąd
uczucia, i to z siłą ogromnej fali. Jednak Holder budzi nie tylko emocje Sky –
przywraca do życia wspomnienia, tajemnice, lęki. Z każdym dniem to, co jest pomiędzy
dwójką bohaterów, pogłębia się, wzmacnia i pięknieje, choć nie obywa się bez
trudnych momentów, kłótni, łez, cierpienia.
Colleen Hoover przedstawia w swojej książce uczucia subtelne
i wyjątkowe, ale zarówno Sky, jak i Holder oraz Karen muszą się zmierzyć z
demonami przeszłości, które przez długi czas były ukryte, aż pewnego dnia
zaczęły przedzierać się z powrotem przez cienką zasłonę kłamstw i zapomnienia. Hopeless
to opowieść nie tylko o zauroczeniu przeradzającym się w miłość. To czołowe
zderzenie ze zgubieniem własnej tożsamości, wykorzystywaniem seksualnym,
śmiercią, tragedią, tęsknotą i rozpaczą. Ładunek emocjonalny, który uderza w
czytelnika z siłą huraganu. Coś nie do opisania słowami. To trzeba przeczytać i
poczuć, przetłumaczyć na język własnej wrażliwości.
Nie obyło się jednak bez małych minusów, które Hopeless niestety
posiada. Zachowanie bohaterek, o którym wspomniałam na początku, zachwyty nad urodą
(choć i tak były zdecydowanie krótsze niż te w innych książkach) i dużo opisów
wspaniałych pocałunków nie stanowiło mocnych stron tej powieści. Jednak
ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad tego typu sprawami – pewne cechy
bohaterów, które są odrzucające i irytujące, to wychwalanie partnerów i
rozpływanie się nad ich zaletami (zarówno fizycznymi, jak i psychicznymi). Czy
nie jest tak w prawdziwym życiu? Że ludzie mają wady i czasem zachowują się
tak, jakby coś bardzo ciężkiego uderzyło ich w głowę i odebrało zdolność
racjonalnego myślenia, moralnego zachowania czy większej, hm, powściągliwości w
pewnych sprawach? Czy podczas pierwszej fazy zauroczenia, związku, ludzie nie
są tak zauroczeni drugą osobą, że myślą tylko o tym, jaka jest wspaniała? W
wielu książkach bohaterowie podejmują decyzje, za które mamy ochotę ich udusić,
wypowiadają słowa, które należałoby z powrotem wepchnąć im do gardeł,
mówią/myślą/robią coś, co w pierwszym momencie wydaje nam się
złe/odpychające/nie na miejscu. Ale czy naprawdę chcemy czytać o idealnych
ludziach, którzy nie istnieją i nigdy nie znajdą odzwierciedlenia w
rzeczywistości? O świetnie zaprojektowanych robotach, które uśmiechają się i
zawsze mówią to, co należy powiedzieć, w trudnych sytuacjach nie gubią na
chwilę własnej osobowości, nie mają życiowych dylematów i nie szukają siebie, z
potknięciami, a czasem i upadkami na samo dno ciemnej dziury pełnej okropnych i
zniesmaczających wyborów? Sami sobie odpowiedzcie na to pytanie, moje podejście
do tych kwestii jest chyba łatwe do wyłowienia z tego przydługiego monologu. ;)
A jeśli już jesteśmy przy ideałach – w Hopeless ich nie
znajdziecie, bohaterowie nie próbują się wybielić ani napisać happy idealnego
zakończenia swojej historii. Otwarcie mówią, że ich życie jest poplątane,
skomplikowane, ma dużo krzywizn i pęknięć. I właśnie to bardzo mi się podobało
– brak cukierkowatości, narzucania na zwykłe, nieidealne sprawy idealności.
Przyjmowali świat z jego wadami i zaletami, godząc się ze wszystkimi trudnymi
rzeczami, z którymi przyjdzie im się zmierzyć.
Hopeless wyrywa oddech. Steruje uczuciami stąpającymi po
rozedrganej linie, raz po raz przyprawiając o przyspieszone bicie serca i
zasłonięcie ust dłonią, by nie wyrwał się z nich szloch albo krzyk. Szarpie
duszą, głaszcze ją, skrapia łzami, ale i podrywa do śmiechu. Mroczne
wspomnienia i okrutny los przeplatają się tutaj z piękną, n i e i d e a l n ą
miłością, zarówno jeśli chodzi o Sky i Holdera, jak i ich rodziny. Może dla
niektórych to zwykła, młodzieżowa powieść, którą czyta się tak o i odkłada bez
zamętu w głowie na półkę. Dla mnie jest doskonale niedoskonała.
+Piękna, urocza okładka, na którą mogę patrzeć bez końca.
sobota, 5 lipca 2014
Podsumowanie czerwca
Nareszcie! Czerwiec się skończył i nadeszły długo wyczekiwane wakacje. Spokojny, długi sen, kolorowe koktajle, mrożona kawa, leżenie na ogródku z książką w dłoni - po prostu cudownie.
W minionym miesiącu przeczytałam 6 pozycji, które od dłuższego czasu znajdowały się na mojej liście, co daje około 2048 stron. Pod względem czytelniczym czerwiec wypadł bardzo dobrze, większość powieści mi się podobała, choć żadna nie powaliła mnie na kolana.
Tehereh Mafi Sekret Julii - Po przeczytaniu Dotyku Julii (moja opinia tutaj) niecierpliwie czekałam na kolejną część. Trzymała w napięciu tak samo jak poprzedniczka, ale miejscami była nieco irytująca. Na szczęście postawa Julii na końcu książki zamazała to odczucie i jeśli utrzyma się w 3 tomie, przeczytam go z przyjemnością.
Richard Paul Evans Szukając Noel - Ciepła powieść rozgrzewająca serce i całkiem przyjemne pióro - polecam.
Richard Paul Evans Stokrotki w śniegu- Ta książka przypadła mi do gustu nieco mniej niż SN i gdybym to po nią sięgnęła w pierwszej kolejności, raczej nie zagłębiałabym się dalej w twórczość pana Evansa.
Anne-Dauphine Julliand Ślady małych stóp na piasku - Dostałam ją na urodziny. Jest to opowieść o bardzo ciężkiej chorobie, sile miłości i wspaniałej rodzinie, którą podziwiam za wytrwałość.
Diane Chamberlain Prawo matki - Byłam bardzo ciekawa tej powieści i muszę przyznać, że mam co do niej bardzo mieszane uczucia. Pod wieloma względami przypomina książki Picoult, ale moim zdaniem jest od nich nieco słabsza.
Colleen Houck Klątwa tygrysa - Początkowo nie byłam zainteresowana nową serią dla młodzieży, ale chęć odsapnięcia od cięższej literatury zwyciężyła. Ciekawy pomysł, piękna okładka i kilka zaskakujących momentów, jednak ogólny schemat po raz kolejny został powielony (na szczęście znalazło się kilka odstępstw od normy)- piękna ona i piękni oni (dwóch, oczywiście zapatrzonych w nią jak w obrazek).
Życzę Wam udanych, niezapomnianych wakacji pełnych uśmiechu i relaksu :)
Patrycja
sobota, 21 czerwca 2014
Co mi w duszy gra + stosik
Witajcie.
Dziś mam dla Was kolejną porcję piosenek, które ostatnio ciągle lecą z moich głośników. Na początek moi ukochani Ed Sheeran i Birdy z utworami pojawiającymi się w filmie "Gwiazd naszych wina" (wcześniej na moim blogu nie pojawiały się recenzje filmów, ale czas to zmienić, więc niebawem pojawi się kilka słów o "The fault in our stars"; teraz powiem tylko, że film był wspaniały. A moją opinię o książce możecie przeczytać TUTAJ ). Zapraszam do słuchania.
Ed Sheeran All of the stars
Birdy Not about angles
John Legend All of me
Bastille Flaws
Linkin Park Numb
Adam Barnes Come undone
A na koniec jeszcze czerwcowo-lipcowy stosik. Sekret Julii i Klątwa Tygrysa już za mną, teraz czytam Prawo matki (jestem prawie w połowie i nie mogę pozbyć się odczucia, że powieść jest podobna do tych Jodi Picoult, tyle że tutaj styl i narracja mniej mi się podobają) i Ślady małych stóp na piasku. Mam nadzieję, że żadna książka mnie nie rozczaruje i czekam na kolejne zarezerwowane pozycje. Czytelniczy sezon wakacyjny uważam za otwarty :)
Patrycja
niedziela, 15 czerwca 2014
Gemma Malley „Deklaracja”
| Autor: Gemma Malley Tytuł: Deklaracja Tytuł oryginału: The Declaration Wydawnictwo: Wilga Ilość stron: 311
Czasem to, co ma ratować świat, niszczy go jeszcze bardziej.
Czasem to, co początkowo uznajemy za cud, okazuje się
przekleństwem.
Czasem życie powinno dobiec końca.
W przyszłości ludzie dzielą się na dwie grupy – nadmiarów i
legalnych. To od przynależności do którejś z nich zależy to, jak będziesz żyć,
a nawet czy w ogóle będzie ci dane egzystować na świecie. Choroby nie stanowią już problemu – dzięki
Długowieczności ludziom niegroźny jest rak czy AIDS. Co więcej, nie starzeją
się. Nie starzeją się, więc nie umierają. Kusząca wizja, prawda? Jednak prędzej
czy później musiał nadejść krytyczny moment – na świecie zaczęło brakować
miejsca dla wszystkich ludzi. Stworzono więc Deklarację, która początkowo
pozwalała na posiadanie tylko jednego dziecka, a później uległa modyfikacji i
wszelkie potomstwo było zakazane. Jeśli w jakiejś rodzinie pojawiło się dziecko
– musiało zostać zlikwidowane. Pozostawała jeszcze jedna opcja – Rezygnacja.
Oddanie swojego życia za życie dziecka/zaprzestanie przyjmowania tabletek na
długowieczność.
Anna urodziła się jako nadmiar. Odebrano ją rodzicom i
umieszczono w zakładzie, gdzie była przygotowywana do służenia tym, którzy mieli prawo się urodzić. Tak długo
wpajano jej, że nie powinna istnieć, że jej życie to błąd, a rodzice zasługują
tylko na nienawiść po tym, jak popełnili Grzech, aż w to uwierzyła i pozwoliła
na zupełne podporządkowanie władzom. Dziewczyna robi wszystko, żeby stać się wartościowym zasobem i choć częściowo
zminimalizować szkodę, jaką były jej narodziny. W jej zachowaniu nie ma ani
odrobiny buntu przeciwko zasadom panującym w zakładzie… Do czasu, gdy pojawia
się Peter, który wie o Annie zdecydowanie więcej niż powinien. I burzy wszystko
to, co pracownicy zakładu starannie budowali w głowie i duszy Anny przez wiele
lat.
Lubię powieści przedstawiające świat w przyszłości. Są
przerażające przez ogrom cierpienia i bezduszności, ale i uświadamiające dzięki
pokazywaniu, do czego mogą doprowadzić ludzkie pragnienia, ambicje i pobudki.
W „Deklaracji” widzimy ludzi, którzy zażywają lek
zapewniający długowieczność, można by rzec nieśmiertelność (nie biorąc pod
uwagę ataków z bronią itd.). Wydawałoby się, że to spełnienia największych
marzeń – wszystkie choroby są uleczalne, a życie trwa i trwa. Jednak gdy prawie
nikt nie umiera, a wciąż rodzą się nowi mieszkańcy, dochodzi do przeludnienia.
A to prowadzi do eliminacji (cóż za eufemizm) lub wykorzystywania nadmiarów. Brutalne
zabieranie dzieci rodzicom, śmierć lub przetrzymywanie w zakładach. Piękny sen
o wiecznym życiu zmienił się w koszmar.
„Deklaracja” nieco mnie rozczarowała. Jest ciekawa wizja,
jest kilka momentów oczekiwania i zaskoczenia. Są wydarzenia nakłaniające do
refleksji nad światem i człowiekiem. Powieść czyta się dość przyjemnie, jednak
bohaterowie nie zaskarbili sobie mojej sympatii w jakiś szczególny sposób, a
ogół fabuły nie zrobił na mnie takiego wrażenia, jakiego się spodziewałam. Mimo
to warto przeczytać tę książkę, chociażby ze względu na tak dramatyczną wizję
przyszłości i pokazanie, jak ogromny wpływ na światopogląd i całe życie ma
bycie kochanym i obdarzanie miłością innych.
|
Subskrybuj:
Posty (Atom)











